
Samolot powoli wtoczył się na pas startowy. Silniki zagrały mocniej, maszyna dostała kopa i poszybowała w górę ku niebu. Przez chwilę poczułem się jakbym rownież został wystrzelony w powietrze. Zwykły radny, który wbrew teorii szans zdobył w okręgu drugie miejsce dające przepustkę do Brukseli. Ciągle nie mogłem w to naprawdę uwierzyć.
Po dwóch godzinach lotu mocne uderzenie kół o betonową płytę przypominało mi, że czas wrócić z chmur na ziemię. Na lotnisku czekał na mnie Tomek, dobry znajomy z Zielonej Góry i mój przyszły asystent. Wkrótce okazało się, jak przydatne są jego umiejętności poruszania się po budynku Parlamentu Europejskiego. Ten olbrzymi gmach z wieloma dobudówkami z początku zdawał się być nieodgadnionym labiryntem.
Szybko jednak zrozumiałem jak newralgiczną rolę pełni tu trzecie piętro i od tego momentu bardziej swobodnie i samotnie mogłem przemieszczać się w poszukiwaniu sal i pomieszczeń. Ale na pierwsze posiedzenie dotarłem jednak z pomocą Tomka. Za drzwiami stół, a na nim rozłożone listy obecności. Podpisałem się i wspiąłem w górę sali w poszukiwaniu miejsca. Znalazłem się wśród grupy posłów włoskich z rzucającymi się w oczy młodymi dziewczynami, zwanymi “dziećmi Berlusconiego”. Ciekawe czy we Włoszech są parytety dla kobiet ? – pomyślałem i jednocześnie uświadomiłem sobie, że w Platformie pomimo braku specjalnych przywilejów, aż dziewięć posłanek zdobyło mandaty.
To będzie piękny dzień – pomyślałem nie tylko ze względu na słoneczną pogodę. To będzie nasz, długo oczekiwany dzień wyboru Jerzego Buzka na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Po budynku krążyły ekipy radiowe i telewizyjne, ochrona Parlamentu przywdziała uroczyste fraki. Dostrzegłem Jerzego Buzka. Wstał i mocnym, ciepłym głosem powiedział słowa, które poryszyły zgromadzonych na sali. Zwłaszcza fragment wspominający rolę Solidarności w obaleniu komunizmu wywołał wzruszenie posłów z krajów Europy Wschodniej. Po takim wystąpieniu głosowanie było formalnością, a jego wynik – 555 głosów za – nokautem konkurentki.
Siedzący kilka rzędów przede mną Andreas z Frankfurtu odwrócił się i z uśmiechem rzucił – Artur – gratulacje! To był piękny czas.