
Zawsze ceniłem sobie wolność. Nie raz w jej imię podejmowałem trudne i niebezpieczne decyzje.
W latach 80., gdy z wraz z przyjaciółmi organizowaliśmy struktury podziemnego Ruchu Młodzieży Niezależnej, protestowałem przeciwko rzeczywistości zdominowanej przez system komunistyczny. Potem w pierwszych latach Niepodległości brałem udział w kampanii na rzecz prawa do życia dzieci nienarodzonych. Teraz organizuję społeczność międzynarodową w proteście przeciwko łamaniu praw i wolności obywateli Famagusty, otoczonego drutem kolczastym, zajętego przez wojsko tureckie miasta na Cyprze. Niestety, jak to w życiu często bywa, w pogoni za wolnością innych utraciłem gdzieś część własnej.
Wciąż kontroluję, czy na pewno wziąłem z sobą telefon komórkowy. Sprawdzam kilka razy dziennie konto mailowe czy wiadomości od znajomych na FB. Mam wrażenie jakbym był na niewidzialnej smyczy.
Poczucie to pogarsza świadomość, że każda rozmowa, sms czy wiadomość sieciowa może być monitorowana. Ba, nawet zakup kartą kredytową odbiera mi część prywatności, bo przecież służy do budowania mojego profilu, jako klienta. Mam świadomość tych zagrożeń i że taka jest cena za korzystanie z nowoczesnych technologii. Ale wiem również, że wolność to nie tylko prawo do korzystania z internetu, ale także prawo do stałego lub czasowego niewymuszonego jego porzucenia. Tak też chciałbym zrobić i mam nadzieję, że moi bliscy oraz znajomi to zaakceptują.
Za tydzień, w Środę Popielcową rozpoczyna się czas Wielkiego Postu. Dla mnie będzie to również dzień, w którym postanowiłem czasowo zawiesić swoją aktywność internetową, facebookową czy hattrickową.
W czasie tych 47 dni chcę również znacznie ograniczyć korzystanie z telefonu komórkowego i kont e-mail. Wiem że praca w PE wymaga stałego kontaktu ze mną i dlatego moje konto parlamentarne oraz telefon stacjonarny pozostaną do dyspozycji tak jak obecnie i będą obsługiwane przez moich asystentów. Nie wyłączam również mojego telefonu komórkowego. Jednak z uwagi na moją decyzję proszę w tym czasie o kontakt smsowy. Obiecuję, że oddzwonię z telefonu stacjonarnego tak szybko, jak tylko to możliwe.
Zdaję sobie sprawę z konsekwencji mojej decyzji, zwłaszcza tych związanych z moją grą w hattricka. Od stycznia 2004 wiele wieczorów poświęciłem na analizę taktyki i reguł najlepszego sieciowego menadżera piłkarskiego. Przepisy dotyczące tej gry są nieubłagane. Jeśli przestanę się logować, wówczas stracę drużynę. Rozumiem to i akceptuję. Wierzę, że warto.
Do zobaczenia, mam nadzieję, że w realnym, a nie wirtualnym świecie.

Rok temu, na zaproszenie Arcybiskupa Chrystostomosa II, po raz pierwszy odwiedziłem Cypr. Stan, w jakim zastałem chrześcijańskie kościoły i cmentarze w okupowanej przez wojska tureckie części kraju, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Widziałem wiele zniszczonych, zdewastowanych i obrabowanych obiektów sakralnych, widziałem połamane krzyże w miejscach kultu. Nie miałem wątpliwości, że muszę zareagować.
Należało przypomnieć Turcji, że Europa została zbudowana na wartościach chrześcijańskich. Nie może być tak, że z jednej strony aspiruje się do członkostwa w Unii Europejskiej, z drugiej zaś zezwala na niszczenie, a nawet bezczeszczenie obiektów należących do europejskiego dziedzictwa kulturowego.
Poprzez symboliczny gest, polegający na uporządkowaniu wnętrza jednego z kościołów, chcieliśmy zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na problem, który nie został rozwiązany od ponad trzydziestu lat. Jako Polacy, chrześcijanie i europejczycy postanowiliśmy dać świadectwo, że szacunek dla przeszłości i dziedzictwa kulturowego ma dla nas szczególne znaczenie.
Niestety, na miejscu okazało się, że ze względu na możliwą reakcję władz tureckich plan naszego wyjazdu uległ zmianie. Nasze bezpieczeństwo było zagrożone. Zaproponowano nam wizytę w Famaguście, mieście, w którym przed 1974 rokiem mieszkało kilkanaście tysięcy osób. Był to piękny kurort z ponad dziesięcioma tysiącami miejsc noclegowych. Dziś to niegdyś dynamicznie rozwijające się miasto, znajduje się w zamkniętej strefie wojskowej.
Podczas wyjazdu do Famagusty towarzyszyło nam między innymi dwóch byłych mieszkańców tego miasta – panowie Yiannakis Matsis (były poseł do Parlamentu Europejskiego) oraz Loizos Afxentiou ze stowarzyszenia byłych mieszkańców Famagusty. Loizos stojąc przy ogrodzeniu opowiadał wzruszony, że po drugiej stronie muru, obok zniszczonego kościoła, jest jego rodzinny dom, do którego nie ma wstępu od prawie 40 lat.
Słysząc to, Jarek Wałęsa postanowił zrobić zdjęcia budynkom po drugiej stronie. Wspiął się po gałęzi i przeskoczył przez ogrodzenie. Towarzyszący nam Cypryjczycy byli przerażeni. Gdy 10 lat temu dwóch ich rodaków próbowało dokonać tego samego, zostali zastrzeleni przez tureckie wojsko. Natychmiast postanowiłem go stamtąd wyprowadzić. Razem z Cypryjczykami tą samą drogą przeszliśmy na drugą stronę, próbując nawiązać z nim kontakt. W momencie, w którym go dostrzegliśmy, zostaliśmy zatrzymani przez tureckich żołnierzy. Przewieziono nas na posterunek i przesłuchano. Od początku domagaliśmy się równego traktowania dla nas oraz naszych cypryjskich przyjaciół. Wiedzieliśmy, że za przekroczenie strefy zmilitaryzowanej grozi im co najmniej areszt i wysoka grzywna.
Czekaliśmy tak długo, aż podjęta została decyzja o przewiezieniu Cypryjczyków na noc do szpitala. U Yiannakisa stwierdzono problemy z sercem. Jeszcze tego samego wieczora próbowaliśmy w szpitalu dowiedzieć się, jaki jest ich stan ich zdrowia. Następnego dnia spotkaliśmy się ponownie. Cypryjczycy prosili nas, abyśmy wrócili do Brukseli i na forum Parlamentu Europejskiego zdali relację z sytuacji w Famaguście.
Trudno mi to wszystko dzisiaj opisywać. Wciąż towarzyszą mi emocje minionego weekendu. Z jednej strony obawy, z drugiej wzruszenie Cypryjczyków, którzy ze łzami w oczach dziękowali za zajęcie się sprawą Famagusty. Przed naszym powrotem do Brukseli zostaliśmy poinformowani przez Arcybiskupa Cypru Chrystostomosa II, że jeszcze w tym miesiącu uda się on do Watykanu, aby osobiście zrelacjonować Ojcu Świętemu ostatnie wydarzenia i poprosić o pomoc w odbudowywaniu zniszczonych kościołów.
I jeszcze ta myśl, która towarzyszyła mi podczas zatrzymania: o tym, jak wielką wartością jest wolność i że nie wolno nam o tym zapomnieć.
——————————————————————————————————————–
Freedom is a great value
A year ago the Archbishop Chrysostomos II invited me to Cyprus and it was the first time that I had visited the country. I was overwhelmed by the state of the Christian churches and cemeteries in the Turkish occupied zone. There was a great deal of religious buildings which had been damaged and ransacked. I also witnessed broken crosses and other damaged religious items in the places of worship. After seeing these things I was compelled to do whatever I could to help restore and preserve these historical monuments.
It is important to remember that Europe has been built on Christian values. Therefore, it is difficult to understand that a country which has aspirations of joining the European Union allows for Christian buildings, monuments, and cemeteries, all of which are part of European cultural heritage, to be destroyed.
Through the gesture of cleaning up one of the churches, we wanted to focus the attention of the international community on the problem which has yet to be resolved in more than 30 years. As Poles, Christians, and Europeans, we decided to demonstrate that respect for the past and cultural heritage has special meaning for us.
Unfortunately, once we arrived it turned out that our plan would change due to the potential reaction of the Turkish authorities. Instead, we were offered a visit of Famagusta. Before 1974 the city had between ten to twenty thousands inhabitants. It was once a beautiful holiday resort. Sadly, today, Famagusta lies in the forbidden military zone.
During the trip we were accompanied by, amongst others, two former inhabitants of the city: Mr Yiannakis Matsis (a former Member of the European Parliament) and Mr Loizos Afxentiou who belongs to the association of the former inhabitants of Famagusta. Mr. Loizos stood by the fence and, while overcome with emotion, told us that on the other side, next to the destroyed church, stood his family home. He has not been allowed there for almost 40 years.
Once Jarek Wałęsa heard the story, he decided to take photographs of the buildings on the other side of the fence. He climbed a tree and jumped over. Our Cypriot companions were terrified. Ten years ago two of their fellow countrymen were shot dead by the Turkish army when they tried to cross that boarder. I decided to lead Jarek out of there immediately. Along with Cypriots, I decided to jump over the fence and tried to find Jarek. Once we noticed him, we were stopped by the Turkish soldiers, transported to the police station and interrogated. We demanded equal treatment for us and our Cypriot friends from the very beginning. We knew that they could face detention and high fines.
We have waited until the decision was made to take the Cypriots to a hospital for the night. Yiannakis has been diagnosed with heart problems. That night we tried find out about their health. When we met the next day the Cypriots asked us to discuss the situation in Famagusta in an open forum in the European Parliament in Brussels.
It is difficult for me to describe and talk about all that has happened. I am still filled with emotions after last weekends events. On one hand, I feel anxious, on the other hand, I still remember how deeply touched and moved the Cypriots were. They thanked us with tears in their eyes for taking on the Famagusta issue. Before we left Cyprus, we were informed by Archbishop Chrysostomos II that he would still travel to the Vatican this month in order to personally give the Holy Father an account of the recent events and ask him for help with the rebuilding of the churches which have been destroyed.
In my mind the same thought as when we were arrested is still present: freedom is a great value and we must not forget that.

Wrzesień 2007 roku, Bydgoszcz. Na starcie do biegu, którego stawką jest miejsce w Ekstralidze stają czterej okuci w kevlarowe zbroje rycerze XXI wieku. Wysokie buty, rękawice, kaski. Zza przyłbicy gogli spoglądają na taśmę startową. Po chwili ryk silników! To znak, że bój rozpoczęty…
Tak wyglądały wszystkie wyścigi Polonii i ZKŻ-u Zielona Góra. Walka na granicy ryzyka i pamiętny atak Protasiewicza po bandzie. Tego się nie zapomina. Huk, zapach, adrenalina. Taki jest żużel i za to kochają go setki tysięcy kibiców na całym świecie. Takim go pozostawmy Komisarzu Potoćnik.
Speedway nie potrzebuje nowych tłumików. Niech Pan spojrzy w oczy jeźdźców na minutę przed biegiem i w serca kibiców. Tylko tak może Pan zrozumieć, czym jest ten sport. Kibicujmy mu. Jazdę po bandach pozostawmy zawodnikom.

Jeszcze 24 godziny. Głosowanie zakończone. Decyzja zapadła. Czekamy. Tylko parę osób oraz twardy dysk w siedzibie Platformy Obywatelskiej dzielą nas od wiedzy, kto stanie do walki o Prezydenturę w Rzeczpospolitej.
Czy będzie nim człowiek niezwykły, buntownik i romantyczny epigon Sikorski, czy pozytywista, legenda Platformy Komorowski? To trudny wybór. To jak rywalizacja Adama Małysza i Justyny Kowalczyk o prymat najlepszego polskiego sportowca zimowej olimpiady.
Dla mnie, wiecznego rebelianta, odpowiedź mogła być jedna. Sikorski!
W swoim życiu nie raz szedłem w bój o wydawałoby się straconą sprawę i nie raz po czasie okazywało się, że było warto. Wierzę, że tak będzie również i tym razem.
Pisząc to z wysokości pokładu Airbusa A319, lecącego na południe w kierunku Cypru, mam jednak pewność, że ktokolwiek zostanie wskazany, prawdziwym zwycięzcą będzie Platforma i wszyscy Ci, którzy klejąc znaczki na kopertach i wklikując loginy przyczynili się do politycznej wiosny tej wiosny…

Wiele razy po moim głosowaniu przeciwko nowej Komisji J. M Barosso zadawano mi pytanie: dlaczego?
Niby wszyscy zgadzali się z tym, że Komisja z paroma wyjątkami jest słaba, że są w niej w większości ci sami Komisarze z tym że dostali inne teki. Czyli mniej więcej tak, jakby piekarzowi dzisiaj kazano szyć buty w czasie gdy szewc musiałby naprawiać samochody.
Powszechnie wskazywano baronessę K. Ashton jako tę najsłabszą kartę w talii. Niektóre z jej wypowiedzi zaczęły nawet krążyć po Parlamencie jako anegdoty, wzbudzając powszechne rozbawienie. Co bardziej złośliwi nazywali ją… Eurofotygą. Więc niby skąd te głosy zdziwienia po moim głosowaniu na NIE?
W filmie „Chudy i inni” Henryka Kluby z 1966 roku jest scena, w której pracujący przy budowie zapory wodnej robotnicy maja się rozjechać do domów.
Przyjechali tu ze wszystkich stron Polski w poszukiwaniu dobrze płatnej pracy. Jednak po wielu spędzonych wspólnie miesiącach, nawiązanych przyjaźniach na koniec odkrywają, że pieniądze to nie wszystko. Ważne są też wspólne cele, idee… Wtedy stojąc na moście postanawiają wyrzucić pełne portfele do wody
Na sygnał chwytają je i szybkim ruchem przenoszą ręce ponad głowami. Słychać plusk… Wszyscy odwracają się i patrzą w dół, a potem na siebie i swoje dłonie. We wszystkich są portfele z wyjątkiem jednego. Zdezorientowany (nota bene „partyjny”
) stoi i widzi, że tylko jego portfel wylądował w wodzie. Czuje złość i niedowierzanie tych, którzy tylko symulowali rzut.
- Czyś Ty zwariował? Przecież to były żarty… I to jedno najwazniejsze pytanie: dlaczego?

Niedawno w trakcie pobytu w Londynie dotarła do mnie informacja o tym, ze premier Gordon Brown zapowiedział wprowadzenie na lotniskach Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej skanowania ciał wszystkich pasażerów, nawet tych, którzy tylko przesiadają się na brytyjskich lotniskach.
Decyzja ta podjęta została w reakcji na próbę zamachu, jakiego w Święto Bożego Narodzenia dopuscil sie Umar Farouk Abdul Mutallab, na samolot linii Northwest, lecący z Amsterdamu do Detroit.
Reakcja o tyle gwałtowna, co niezwykle kosztowna. Policzmy: kilkanaście urządzeń po sto parędziesiąt tysięcy euro sztuka, pomnożone przez kilkadziesiąt lotnisk, daje kwotę, o którą juz dzisiaj w kolejce ustawiają się firmy gotowe wcisnąć swój produkt, a wszystko oczywiscie dla naszego dobra i bezpieczenstwa.
I cóż z tego, że wypowiedź ta natychmiat wywołala falę protestów wielu organizacji, wskazujących na zagrożenia wynikające z użytkowania tego systemu (przechowywanie danych, ochrona dzieci, pornografia ) oraz olbrzymie koszty jego wprowadzenia.
Premier Brown chce być tym, który wie, co trzeba zrobić, aby zagwarantować stuprocentowe bezpieczeństwo pasażerów linni lotniczych i nie zawaha się wydać na nie wiele milionów funtów.
Cała ta sytuacja przypomniała mi pewne opowiadanie, zasłyszane kiedyś w radiowej Trójce .
Do władcy jednego z krajów zgłosił się wynalazca, gotowy dostarczyć projekt niezniszczalnego samolotu za milion dolarów. Oczywiscie propozycja została przyjęta. Król zapłacił za projekt, wiedząc jaką przewagę uzyska nad wrogami swojego państwa. Jego radość trwała do chwili, kiedy jego gość wyciągnął nowy projekt superrakiety, zdolnej zniszczyć supersamolot. Cena 1 milion. Władca wahał się chwilę, ale zapłacił. W końcu jeden milion już wydał. Po czym oczom jego ukazal sie projekt nowego samolotu, odpornego na superrakietę. Oczywiście za milion. Kiedy już kupił i to urządzenie, zapytał, czy to juz wszystko. Wynalazca uśmiechnął sie tylko i wyciągnął kolejną megasuperrakietę, zdolną zniszczyć supersamolot. Oczywiście za milion. Jednocześnie poinformował, że jesli Król nie kupi tego urządzenia, to zaniesie projekt jego wrogom. Na koniec położył na stole grubą teczkę pełną kolejnych projektow rakiet i samolotów…

Uważam, że prawybory to dobry sposób wyboru przedstawicieli Platformy Obywatelskiej w przyszłorocznych wyborach samorządowych i to nie tylko w Zielonej Górze, ale w całym województwie.
Rozwiązanie to znacznie upraszcza i czyni bardziej czytelnym proces wyłaniania kandydatów, szczególnie w sytuacji, kiedy jest ich dwóch lub wiecej.
Nie jest to w Platformie nowe rozwiązanie. Zostało juz z powodzeniem zastosowane podczas prawyborów przed wyborami do parlamentu w 2001 roku.
Równiez w USA taki sposób wyłaniania “kandydatów na kandydatów” jest traktowany bardzo poważnie. Cieszę się, że moja propozycja zosłala przychylnie przyjęta przez innych członków Platformy Obywatelskiej. Otwarta jest nadal sprawa ostatecznego wyboru kandydatów.
W mojej koncepcji kandydaci wskazani przez koła mieliby być zatwierdzani przez wszystkich członków partii w mieście.
Rozumiem argumenty tych, którzy uważaja, że powinna to by decyzja Rady Powiatu. Liczę jednak, że prawybory spowodują większe zaangażowanie wszystkich członków partii i przyczynią się do wzmocnienia pozycji naszych przedstawicieli.

Wakacje się skończyły tak szybko, jak szybko się zaczęły. Gdzieś przebrzmiały dzwięki Covenanta i Artrosis z Bolkowa, a po odciskach z pielgrzymki do Częstochowy nie ma ani śladu. Jedynie resztki opalenizny przypominaja mi o cudownych widokach z plaży w Bodrum. To jednak już za mną, podobnie jak dwa wyjazdy do Brukseli.
Już pierwsza po wakacjach Komisja Transportu, a zwłaszcza zakres spraw jakie były na niej poruszane, stały sie impulsem do szeregu spotkań na terenie Parlamentu, a także w Polsce, m.in. z Łukaszem Wojtasem z Przedstawicielstwa Rządu Polskiego w Brukseli oraz Tomaszem Lachowiczem z PKP. Równie ważne spotkanie miało miejsce w Zielonej Górze z Zarządem Organizacji Przedsiębiorców Ziemi Lubuskiej. W trakcie którego rozmawialiśmy o sytuacji Ziemi Lubuskiej w związku z opublikowanym dokumentem Rządowym “Polska 2030″ oraz przyjazdem do Zielonej Góry ministra Michala Boniego.
Wspólnie zwróciliśmy uwagę na zagrożenia jakie mogą pojawić się w przyszłości oraz szanse jakie daje inwestowanie w infrastrukturę drogową oraz wzmocnienie miejskich ośrodkow w Zielonej Górze i Gorzowie Wlkp. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera inicjatywa Lubuskiego Trójmiasta: Zielona Góra-Nowa Sól-Sulechow. Ten doskonaly pomysł na stworzenie bazy dla przyszłej metropolii ma niestety jedną poważną wadę. Jak dotąd funkcjonuje on jedynie w swiecie idei u wąskiej grupy entuzjastow, nie mogąc skutecznie przebić się do świadomości mieszkańców tych trzech miast.
Zaproponowałem, aby spoiwem dla Trojmiasta stał się sport. Przykład żużla i fenomen Falubazu pokazał, że może istnieć jeden klub, który jest akceptowany przez mieszkanców wielu miejscowości. A gdyby tak był jeden klub pilkarski? Mocny finansowo, organizacyjnie, wspierany przez trzy samorządy? A niechby nawet był sytuowany w Nowej Soli. A np. w Zielonej Górze grałyby zespoły w piłkę ręczną i koszykówkę? Przecież za chwilę będziemy mieli nowoczesną halę widowiskową. Może wtedy zielonogórzanie nie traktowaliby sukcesu Nowej Soli jako własnej porażki, ale cieszyliby się z każdego nowego inwestora, tak jakby lokował on swoje fabryki na terenie “Spalonego Lasu”.
Przecież Sulechów ma świetne tereny inwestycyjne, Nowa Sol doświadczenie w pozyskiwaniu przedsiębiorców, a Zielona Góra gwarantuje doskonałą oświatę, kulturę i wypoczynek. Łącząc potencjały możemy stworzyć ośrodek promieniujący na kolejne miasta w promieniu 50 km.: Krosno Odrz., Żary, Żagań, Lubsko, Szprotawa, Nowe Miasteczko, Świebodzin. To potencjał 500.000 mieszkańców i siła, z którą muszą się liczyć każde władze centralne. Nie jest to łatwe zadanie, ale razem możemy zrobić coć dla rozwoju Ziemi Lubuskiej. A pierwszym krokiem niech będzie sport…

Samolot powoli wtoczył się na pas startowy. Silniki zagrały mocniej, maszyna dostała kopa i poszybowała w górę ku niebu. Przez chwilę poczułem się jakbym rownież został wystrzelony w powietrze. Zwykły radny, który wbrew teorii szans zdobył w okręgu drugie miejsce dające przepustkę do Brukseli. Ciągle nie mogłem w to naprawdę uwierzyć.
Po dwóch godzinach lotu mocne uderzenie kół o betonową płytę przypominało mi, że czas wrócić z chmur na ziemię. Na lotnisku czekał na mnie Tomek, dobry znajomy z Zielonej Góry i mój przyszły asystent. Wkrótce okazało się, jak przydatne są jego umiejętności poruszania się po budynku Parlamentu Europejskiego. Ten olbrzymi gmach z wieloma dobudówkami z początku zdawał się być nieodgadnionym labiryntem.
Szybko jednak zrozumiałem jak newralgiczną rolę pełni tu trzecie piętro i od tego momentu bardziej swobodnie i samotnie mogłem przemieszczać się w poszukiwaniu sal i pomieszczeń. Ale na pierwsze posiedzenie dotarłem jednak z pomocą Tomka. Za drzwiami stół, a na nim rozłożone listy obecności. Podpisałem się i wspiąłem w górę sali w poszukiwaniu miejsca. Znalazłem się wśród grupy posłów włoskich z rzucającymi się w oczy młodymi dziewczynami, zwanymi “dziećmi Berlusconiego”. Ciekawe czy we Włoszech są parytety dla kobiet ? – pomyślałem i jednocześnie uświadomiłem sobie, że w Platformie pomimo braku specjalnych przywilejów, aż dziewięć posłanek zdobyło mandaty.
To będzie piękny dzień – pomyślałem nie tylko ze względu na słoneczną pogodę. To będzie nasz, długo oczekiwany dzień wyboru Jerzego Buzka na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Po budynku krążyły ekipy radiowe i telewizyjne, ochrona Parlamentu przywdziała uroczyste fraki. Dostrzegłem Jerzego Buzka. Wstał i mocnym, ciepłym głosem powiedział słowa, które poryszyły zgromadzonych na sali. Zwłaszcza fragment wspominający rolę Solidarności w obaleniu komunizmu wywołał wzruszenie posłów z krajów Europy Wschodniej. Po takim wystąpieniu głosowanie było formalnością, a jego wynik – 555 głosów za – nokautem konkurentki.
Siedzący kilka rzędów przede mną Andreas z Frankfurtu odwrócił się i z uśmiechem rzucił – Artur – gratulacje! To był piękny czas.